Pracuję stacjonarnie, więc spędzam w biurze 8 godzin dziennie od poniedziałku do piątku. Do tego dojazdy do pracy po ok. 30 min. Nie sposób wytrzymać w pracy tyle czasu bez jedzenia i picia. W pracy spożywam trzy posiłki – śniadanie, drugie śniadanie i obiad. Oczywiście na swój koszt, pracodawca nie zapewnia wyżywienia.
Ale zapewnia mi kartę lunchową, którą co miesiąc doładowuje kwotą 200 zł. Moje biuro znajduje się z dala od sklepów, żabek i marketów, więc nie mam możliwości, aby wyjść na chwilę po coś do jedzenia. Natomiast codziennie przyjeżdżają panowie z kanapkami i gotowymi daniami, u których można się zaopatrzyć w przeróżne smakołyki.
Ale to kosztuje. 200 zł z karty nie starczy na cały miesiąc. Kanapka kosztuje ok. 10-14 zł, obiad ok. 21-24 zł. Poza tym, wolę środki z tej karty przeznaczyć na kawkę lub jakieś wyjście do restauracji z rodziną lub znajomymi.
Więc zostaje mi samodzielne przygotowywanie posiłków.
W pracy codziennie rano jem owsiankę. Do płatków owsianych górskich dodaję nasiona (dyni, słonecznika), orzechy, rodzynki, żurawinę, wiórki kokosowe, masło orzechowe i inne według uznania. Na drugie śniadanie jem kanapki. Na obiad różnie, w zależności co miałem w domu.
Największy problem mam z obiadami, bo niestety często zdarza się, że nic nie mam lub nic mi się nie chce robić. Jeśli nic nie mam gotowego, ale mam jakieś chęci, to najczęściej robię makaron lub kaszę z warzywami konserwowymi (np. kukurydza, fasola, groszek, oliwki itp.). Do tego daję tuńczyka z puszki lub inne mięso jeśli mam, a jeśli nie, to nie. Korzystam też z sosów ze słoika, ale umiarkowanie. Czasem wolę po prostu polać danie oliwą z oliwek.
W kwestii napojów wystarcza mi darmowa woda i kawa zapewniana przez pracodawcę.
W pracy mamy owocowe wtorki, z których korzystam.
Samodzielne przygotowywanie posiłków pozwala zaoszczędzić naprawdę dużo kasy. Kiedy nie przywożę swojego jedzenia do pracy, to środki z karty lunchowej szybko się kończą, a wolę wydawać je poza zakładem pracy.
Zapisz się na newsletter: https://pamosz.substack.com/