Pamiętam, jak w będąc nastolatkiem płaciłem za strzyżenie 20 zł. to było mniej więcej 20 lat temu. Aktualnie strzyżenie w większym mieście rzadko kosztuje mnie niż 50 zł. Ja u swojego dotychczasowego fryzjera płaciłem 70 zł.
Ale ostatnio zapłaciłem za strzyżenie 50 zł... przy czym nie u dotychczasowego fryzjera, ale u fryzjera w małym miasteczku, blisko którego się przeprowadziłem.
Wyprowadzka z dużego, wojewódzkiego miasta na wieś ma wiele plusów, a wśród nich to, że codzienne usługi są tańsze. Krawcowa, mechanik samochodowy, wypożyczalnia sprzętu, czy właśnie fryzjer, kosztują mniej. A poziom usług wcale nie odbiega od poziomu wielkomiejskiego. Ba, ja nawet jestem bardziej zadowolony z cięcia nowego fryzjera.
Tak więc oszczędzam na fryzjerze 20 zł przy każdej wizycie. A że odwiedzam fryzjera mniej więcej raz na dwa miesiące, to oszczędność w skali roku wynosi 120 zł. Gdybym faktycznie był przywiązany do swojego poprzedniego fryzjera, to koszt jego usługi, a także koszt dojazdu, a co najważniejsze stracony czas, byłyby bezsensownym wydatkiem.
Zapisz się na newsletter: https://pamosz.substack.com/